12 maj 2010

Halo halo. Jeszcze cos tam naskrobie nie myślcie sobie. Czas intensywnie spędzony nie sprzyja siedzeniu przed monitorem i pisaniu ale w końcu się udało. Nad NY nadciągnęły strasznie ciężkie chmury i zimno. No to cóż dobrze zaszyć się w moim ulubionym od miesiąca TEELOUNGE na union str. Serwują jak sam nazwa wskazuje kawę…. no i trochę herbat i piwo i te ciastka ze słoików. Wystrój całkiem przypadkowy z kilkunastoma rożnymi sofami i kilkudziesięcioma rożnymi krzesłami… prawie codziennie muzyka na żywo płatna co łaska Okoliczni się schodzą siedzą odrabiają lekcje gadają i głównie surfują w Internecie bo to wszak miejsce z darmowym netem, ergo sponsor większości wpisów moich na ppdd.

teelounge

No wiec co robiłem, co widziałem.. przez biuro udało mi się ostatni wkręcić na kilka tzw. eventow.. jeden był super bo na szczycie muzeum na Columbus circle z panorama na zasypiający we mgle central park i budzącą się pulsacje lincoln ave… do tego kelnerami byli Polacy i nie pozwolili zobaczyć dna kieliszka z winem… skończyło się oczywiście tym ze poza strefę baru nie wyszliśmy a odwiedzenie wystawy, otwieranej przy okazji tego bankietu, zostawiam na następny raz… Może jak się artysta do Katowic pofatyguje to z chęcią obejrzę.


Byłem tez na wspominkach i przemówieniu pana projektanta mebli znanego i szanowanego… nie zapamiętałem imienia, zapamiętałem natomiast sposób serwowania zwykłego ordynarnego spaghetti. Otóż podawali ten przysmak w kieliszkach do szampana i proszę, znowu wymyślili koło na nowo.

koleżanki z biura..

Ale te wszystkie artystyczne galerio showroomy nic się maja do pulsu miasta… jak mówił Ryszard Pe. „szacunek dla ludzi ulicy”. Wracając wieczorem natknąłem się w metrze na króla linii „f”. Gość niemniej utalentowany jak James Brown, wyciągnął organki i zawładnął całym wagonem. Ależ on rozpętał imprezę.. było śmiechu, wspólne klaskanie, gwizdanie i tupanie nogami..dla chętnych dysponuje tez wersją audio..

szacunek


varia


coney island..brud brud brud i podobno dragi..(miejscówka z rekwiem dla snu)

Dla przyjaciół z parowozu> Jola żyje jest zdrowa i szczęśliwa. Byłem na wsi, zobaczyć prawdziwych amerykanów, a przy okazji odwiedziłem ją w Virgini. Pojechaliśmy na biwak do północnej Karoliny. To już południe i było słoneczko, opalanie, kitesurfing, wieczory przy ognisku i piwku… (polskie piwo dźwigałem z Brooklynu bo tam nie ma polskich delikatesów, ale trud nie poszedł na marne, imprezę rozkręcał żywiec). Fajnych ludzi poznałem..






Dziwne to było doświadczenie powrotu do Miasta, do zgiełku, spalin i wszystkich tych pięknych trucizn… Powrót uświadomił też, że za 8 dni >> pl welcome to…

2 komentarze:

  1. ak ty ładnie to wszystko tak soczyście opisujesz:) istny barok
    podoba mi sie:)
    i poproszę o więcej i ścieżkę audio króla linii "f" na maila

    OdpowiedzUsuń
  2. barok srarok... chyba dzieki za slowa uzanania dla mego slowotoku..

    OdpowiedzUsuń