17 lip 2010



impreza:

miejsce - ul 20 stycznia w bydgoszczy/ wagon - dzialaka brzoza

termin - 14 sierpien 2010 r

motyw - :: 28Z82 symetria::

przebieranie wskazane


potwierdz czy bedziesz, czy bedziesz 28, czy bedziesz 82

20 maj 2010

ppdd>>pp..

No to na tyle z drogiej strony.. już przestępuje z nóżki na nóżkę w oczekiwaniu na nowości czekające nad Wisłą, gdzie pada i pada na to miejsce w środku europy....
Wielkie jabłko wyciśnięte i choć orzeźwiający to sok, to z czasem mógłby się z tego zrobić niezły winiak... pytanie cze wytrawny czy po prostu zwykła politura. Odpowiedź na nie pozostawiam do następnego razu, nie wyobrażam sobie żeby nie było następnego razu. Jak to mówią masz trochę czasu trochę pieniędzy to jedź, naprawdę warto bo..
chociażby pogadać ze zwariowanym bezdomnym z prospect parku który usilnie nazywa Cie Gustaw i twierdzi ze jesteś ze Szwecji , czy posłuchać skata na Christopher str, albo najzwyklej na kawe i papierosa..
Reszte fotek z top of the rock i z faling water Franka Loyda Righta wrzucę niebawem.
Samolot za 9 ha.. no to co idę się poszwendać, w końcu chodzi o to żeby się przejść po Mieście....

12 maj 2010

Halo halo. Jeszcze cos tam naskrobie nie myślcie sobie. Czas intensywnie spędzony nie sprzyja siedzeniu przed monitorem i pisaniu ale w końcu się udało. Nad NY nadciągnęły strasznie ciężkie chmury i zimno. No to cóż dobrze zaszyć się w moim ulubionym od miesiąca TEELOUNGE na union str. Serwują jak sam nazwa wskazuje kawę…. no i trochę herbat i piwo i te ciastka ze słoików. Wystrój całkiem przypadkowy z kilkunastoma rożnymi sofami i kilkudziesięcioma rożnymi krzesłami… prawie codziennie muzyka na żywo płatna co łaska Okoliczni się schodzą siedzą odrabiają lekcje gadają i głównie surfują w Internecie bo to wszak miejsce z darmowym netem, ergo sponsor większości wpisów moich na ppdd.

teelounge

No wiec co robiłem, co widziałem.. przez biuro udało mi się ostatni wkręcić na kilka tzw. eventow.. jeden był super bo na szczycie muzeum na Columbus circle z panorama na zasypiający we mgle central park i budzącą się pulsacje lincoln ave… do tego kelnerami byli Polacy i nie pozwolili zobaczyć dna kieliszka z winem… skończyło się oczywiście tym ze poza strefę baru nie wyszliśmy a odwiedzenie wystawy, otwieranej przy okazji tego bankietu, zostawiam na następny raz… Może jak się artysta do Katowic pofatyguje to z chęcią obejrzę.


Byłem tez na wspominkach i przemówieniu pana projektanta mebli znanego i szanowanego… nie zapamiętałem imienia, zapamiętałem natomiast sposób serwowania zwykłego ordynarnego spaghetti. Otóż podawali ten przysmak w kieliszkach do szampana i proszę, znowu wymyślili koło na nowo.

koleżanki z biura..

Ale te wszystkie artystyczne galerio showroomy nic się maja do pulsu miasta… jak mówił Ryszard Pe. „szacunek dla ludzi ulicy”. Wracając wieczorem natknąłem się w metrze na króla linii „f”. Gość niemniej utalentowany jak James Brown, wyciągnął organki i zawładnął całym wagonem. Ależ on rozpętał imprezę.. było śmiechu, wspólne klaskanie, gwizdanie i tupanie nogami..dla chętnych dysponuje tez wersją audio..

szacunek


varia


coney island..brud brud brud i podobno dragi..(miejscówka z rekwiem dla snu)

Dla przyjaciół z parowozu> Jola żyje jest zdrowa i szczęśliwa. Byłem na wsi, zobaczyć prawdziwych amerykanów, a przy okazji odwiedziłem ją w Virgini. Pojechaliśmy na biwak do północnej Karoliny. To już południe i było słoneczko, opalanie, kitesurfing, wieczory przy ognisku i piwku… (polskie piwo dźwigałem z Brooklynu bo tam nie ma polskich delikatesów, ale trud nie poszedł na marne, imprezę rozkręcał żywiec). Fajnych ludzi poznałem..






Dziwne to było doświadczenie powrotu do Miasta, do zgiełku, spalin i wszystkich tych pięknych trucizn… Powrót uświadomił też, że za 8 dni >> pl welcome to…

25 kwi 2010


hej!!
aktualizacja zdjęć..
Trochę szwendałem się po dolnym manhattanie i okolicy mostu brooklinskiego. Odsapąłem odkąd pracuje w biurze. Robię projekt domku. Dziewczyny nie chcą pudełka więc zaszalały i rozmontowały jedno pudełko na kilkanaście mniejszych. No próbuje się dopatrzyć mocnych stron tego podejścia ale póki co trzymam się moich argumentów. W związku z powyższym proponuje pudełko zwykłe. Poza doświadczeniem praca ma też plus w postaci codziennego cateringu na koszt firmy. I tak była już kuchnia druzyjska(?? arabskie plemię z okolic iraku??) potem kuchnia japonska potem kuchnia meksykanska potem kuchnia indyjska i tak to minął tydzień pierwszy w biurze. Mam też więcej czasu na szwendanie się, bo po pracy wysiadam z metra gdzieś na trasie i obchodzę okolice. Wcześniej ciężko było się zmobilizować do spacerów o 3 rano i po 10 ha na nogach...uff polubiłem cada na nowo(jak w tym dowcipie o kozie).
Odwiedziłem statuę wolności, ale to idealistka i tylko w dal patrzy... zero odzewu.. a przy okazji dowiedziałem się że ma włosy upięte w koka...
obok wysepki wolności jest wyspa Elis. To tam był "rozładunek emigrantów" z całego swiata. Robili im testy na inteligencje, czy potrafią czytać i dodawać i czy czasami jakiegoś choróbska nie wwożą na teren wspaniałych stanów zjednoczonych. Okazało się, że przede mną, była tu już cała moja familia pod przewodnictwem Czesława. Kto by pomyślał że Tata jednak lubi podróżować. Kto wie może w swoim biuroszafie zmątował jakiś teleport...



Na dolnym manhatanie szarość życia. Siateczka na lunch i odbudowa terenu world trade centre...



za to brooklin bridge raczej raczej raczej...




Była też okazja odwiedzć budynki SANA i whitney muzeum autorstwa Marcela Brauera..



A to "moje" biuro



pozdrowienia dla Grelusa i Rudego... chyba jakaś nagrodę ufunduje dla najlepszego post dawcy.. więc wy chłopaki jesteście póki co w czubie a peletonu nawet nie widać :)
Jednocześnie oczekuję na propozycje co taką nagrodą mogło by być, żeby mi się do bagażu podręcznego zmieściło...

pzdr....ppdd

18 kwi 2010

hej! żałoba za nami? można pisać? bo tu wszystko poprawnie politycznie...
Ludzie przepraszają się na wzajem jak tylko zajda sobie trochę drogę, musną się w przelocie, a już nie do pomyślenia jak coś komuś wypadnie.. i m sorry im sorry imsorry to chyba tu jakaś forma dzień dobry. No ale co się dziwić, jak druga strona medalu są pozwy sądową więc albo jesteś "imsorry" albo "iwillsueyou". Wszyscy wręcz czekają żeby się coś przytrafiło, i tak na ulicach widuję się pięknych dwudziesto kilku letnich o lasce... jak starasz się o odszkodowanie to musisz kuleć nie pracować siedzieć na jakimś wypasionym zasiłku np 2 lata do momentu rozpatrzenia sprawy i uważać nawet jak pijesz piwo..wróć! jakie piwo sok pijesz bo z pewnością obserwuje cię agent ubezpieczeniowy...
A u mnie zmiany pracowałem w zapiekankach, ale od piątku podziękowałem... fajnie było ale czasu coraz mniej, Katowice czyhają za rogiem a ja nie mam ani grama doświadczenia w tzw branży.. No więc od wtorku zaczynam wolontariat w biurze architektonicznym... doświadczenie- z pewnością, nauka projektowania... hmmm, pierwszy krok wpis do portfolio i zahaczenie się na rynek>> this is this. Pracował będę u miłych pań z 29 ulicy.. okres próbny plus mantra że kryzys mamy, a i tk mam się cieszyć że nie dopłacam... dziewczyny chętne są do zrobienia konkursu w polsce więc trafily pod dobry adres..pożyjemy zobaczymy.. A co do miasta bylem na meczu kmiksów z celtami...ufff przewypas od dzieciaka oglądałem ten parkiet na naszym domowym panasoniksie i tylko czekałem na zbawienne "hej hej tu NBA" Łezka się zakręciła, siedziałem jak mały chłopczyk przed największym prezentem Świata.. a sam mecz rewelacja, wynik ciągle na styku z lekka przewagą knicksów, a tu na koniec celci przejeli inicjatywę.. troche nerwow Galliani rzucil za 3 i kniksi jednak zwyciężają... No i dobrze bo najlepszą druzyną Knicks są!! i basta!!



Udało się również spatkać ze znajomym z chodzieży, był w koszaline przy okazji warsztató jazzowych. Tu przyjechał studiować Jazz i gre na kalwiszach. Ma pełne rozeznanie co w trawie piszczy i od razu zabrał mnie na jamm sassion na zachodni Harlem... raczej raczej raczej. Z moich skromnych doświadczeń jazz stał się muzyką snobistyczną, coraz częściej słuchaną w salach koncertowych.. do tego wieczora. Ale dali ogień!! przybijane piątek z kumplami otwarcie na eksperymenty zabawa, uśmiechy na twarzach energia ucieczka w soul, hip hop, rytm, Harlem....
Kuba choć nad Wisłą doceniony to siadł do pianina i nie złapał tej fali...Tym razem " "A" train" odjechał bez niego do Harlemu. Owszem nie znał tego kawałka, ale mówił potem że to jest też kwestia rytmiki, temperamentu, czegoś co wychodzi razem z mlekiem matki..czegoś czego nie ma w Europie...ciekawe. Do tego wszystkiego bębniarz miał akurat urodziny wiec happy birthday, siweczki, tort i toasty... ogień






W miare możliwości chodzę po okolicach.. Dla tych co chcą przyjechac polecam park slope i brooklin highst na prawej stronie zatoki i lower east side na Manhattanie..